Ads 468x60px

.

Featured Posts

Trudny wybór - JK Rowling - recenzja

Pierwsza powieść dla dorosłych autorki Harry'ego Pottera - JK Rowling.

Charles Bukowski - cytaty

Najlepsze cytaty z powieści Charles Bukowskiego: "Kobiety", "Szmira" i "Listonosz"

Szanowny Panie Bukowski!

Odważyłem się w końcu i napisałem list do jednego z moich ulubieńców - Charlesa Bukowskiego.

Ciemność widoma. Esej o depresji – William Styron - recenzja

W szpitalu czas strasznie się dłuży, toteż największą wartością terapii grupowej jest to, że z pewnością pomaga go zabijać.

Wyścig tajemnic - Tyler Hamilton, Daniel Coyle

Muszę się przyznać, że ostatnio przeniosłem trzy książki Lance’a Armstronga z reprezentacyjnego miejsca na półce z ulubionymi lekturami, w nieco bardziej ustronne miejsce.

środa, 24 czerwca 2015

Zuza albo czas oddalenia - Jerzy Pilch - cytaty



Samotność postarza. Zwłaszcza samotność z wyboru.

Rozmowa się nie klei, a jak rozmowa się nie klei, to ciężko przejść na dotyk. Oczywiście czasami rozmowa tak się klei, że wyklucza dotyk.

Zawsze twierdziłem i nadal twierdzę, że lepsze piękno syntetyczne niż brak naturalnego.

Kto bierze w ramiona kobietę o czterdzieści lat młodszą, trudno, żeby nie miał uciechy. Nawet jak ma sto dwadzieścia.

Zdrada, kiedyś rujnująca życie, zmieniająca ludzi w cienie i wiodąca do samobójstwa - dziś stała się zaledwie wstydliwym występkiem.

Kobiety na ogół aprobują pomieszczenia, w których przychodzi im zdjąć majtki.

Zuza nie chciała uchodzić za lekki kaliber, ale zarazem nie umiała uchodzić za nic innego.

Zuza porozumiewała się ze światem za pomocą esemesów. Starym konspiracyjnym obyczajem dźwięk w telefonie miała zawsze wyłączony, nadchodzące wiadomości wyczuwała instynktownie. Albo nie wyczuwała — wtedy zdarzało się, że odpisywała po tygodniu.

Wypiszcie tę prawdę sprayem na wszystkich ścianach, wypalcie rozżarzonym metalem na wszystkich deskach, wydrapcie drutem na obu potylicznych płatach. Do was mówię, koneserzy płatnej miłości — wszystko, co kupujecie, może być kłamstwem, każdy biust, każda noga, każda fryzura może być kłamstwem, każda godzina, na którą się umawiacie, może być kłamstwem, każda opowieść, którą usłyszycie, może być kłamstwem, każdy pocałunek jest kłamstwem.

Rozumiem, że samotność wymaga akcji, ale pierwsze słyszę, żeby kurwa swoim autem odwoziła klienta do domu!

Kiedy kobieta nie może pewnych rzeczy sobie przypomnieć, to znaczy, że się zdarzały.

Postanowiłem przedstawić ją matce nie jako kurwę, ale jako kobietę mojego życia. Ryzyko polegało na tym, że matka o wiele gorzej znosiła kobiety mojego życia niźli kurwy. Powody zbyt łatwe do odgadnięcia, by się teraz nimi zajmować. Dodam jedynie znany wszystkim banał: kurwy z natury rzeczy przelotne są. Kobiety życia natomiast dążą do władzy. A władza do nieskończoności.

Szczerze mówiąc, takie wybuchy uczuć jak mój do Zuzy zdarzają się rzadko. Przy czym wizerunek, powiedzmy: literacki, kurwy zawsze pozytywny. Od Dostojewskiego i Tołstoja po Danilo Kiša. Od Manna po Márqueza. No, ale nie będziemy narzeczonej konfrontować z literaturą światową. W końcu sama wyznała nie bez determinacji: nie lubię książek.

Brakowało mi tych rozmów o niczym. Tęskniłem za nią, tęskniłem jak zwierzę. Nie zdradzała mnie. Uważam, że to jest kluczowe, największe odkrycie tych notatek: kurwy nie zdradzają. Zdradzają dziewczyny, narzeczone, żony; zdradzają, bo chcą zaznać intymności z kim innym, bo jest dwa tysiące powodów i tysiąc waszych idiotyzmów. Jezu, dlaczego w tym kraju mówi się ciągle o głupocie kobiet, a o niestosownej głupocie, o agresywnej głupocie mężczyzn nie mówi się w ogóle?

Można zakochać się w kobiecie, która nie lubi książek? Można, ale po co? Kto przy zdrowych zmysłach zakochuje się w kobiecie, która nie lubi książek?

Jak wiadomo, nikt nie ułożył tylu dobrych zdań o samobójstwie (dochodząc wieku zgoła niesamobójczego), co Emil Cioran.

Gdybym nie miał co czytać, nie dałbym rady.

Mylę miłość z zachwytem? Możliwa jest taka pomyłka? Przez stulecia ludzie się zakochiwali, bo byli zachwyceni.

sobota, 23 sierpnia 2014

Ciemno, prawie noc – Joanna Bator - recenzja


Gdybym był niepokornym dziennikarzem, albo takowym krytykiem, gdybym pracował w jakimś wSieciowym tygodniku, albo w takim, co to zawsze do rzeczy pisze, to na pewno nazwałbym Joannę Bator salonową pisarką, i w tym krótkim epitecie zawierałby się cały stosunek do jej osoby i nade wszystko do jej twórczości. A może nawet poszedłbym o krok dalej i nazwał ją przedstawicielką „ideologii gender”, albo jeszcze dalej i mianowałbym ją naczelnym ideologiem (bo przecież nie ideolożką!). To tak tytułem wstępu, a skoro wyzwiska mamy już za sobą, to możemy przejść do zasadniczej częśći wpisu, czyli recenzji powieści pani Bator „Ciemno, prawie noc”.


Mówiąc szczerze, nie licząc kilkunastu felietonów, które zdarzyło mi się przeczytać, „Ciemno, prawie noc” to mój pierwszy kontakt z twórczością Bator. I tak w ramach kolejnych wyznań, to muszę również przyznać, że przez wiele lat nie potrafiłem jej odróżnić od Grażyny Plebanek. Nie potrafiłem określić, która z nich napisała „Chmurdalię”, a która „Dziewczyny z Portofino”. Nie umiałem również rozpoznać żadnej z nich na zdjęciach. Aż do czasu, kiedy na stronie polityka.pl przeczytałem jej wypowiedź, powtórzoną później w magazynie "Książki", NR 4 (11) grudzień 2013. Wypowiedź cytuję w całości, bo jest, używając języka pani Bator, przecudowna:

środa, 25 czerwca 2014

Ulica marzycieli - Robert McLiam Wilson - cytaty

Zamiast recenzji, bo ulubione książki najtrudniej zrecenzować...

Z kłamstwem jest tak: jeśli ktoś ci nie uwierzy, gardzisz sobą; jeśli ci uwierzy, gardzisz nim.

Chędożenie panienek to wspaniała rozrywka, chędożenie ludzi jest już ociupinę bardziej skomplikowane.

Ludzie mylą się co do czasu. Czas to nie pieniądz. Czas to wyścig.

Lubię kawę - czarną jak beczkowy guiness i mocną jak farba do grzejników.

To taki nowy zwyczaj: dziewczyny biorą sobie mężczyzn na jedną noc.  W dzisiejszych czasach to faceci tygodniami wyczekują na telefon.

Miłość to dość wysokie progi. Może na początek wystarczy zwykła wymiana płynów organicznych.

Weekend otwierał się przede mną niczym jadłospis w podłej knajpie. Nie było w nim nic, co budziłoby mój apetyt.

czwartek, 27 lutego 2014

Wodne anioły - Mons Kallentoft - recenzja


Stare przysłowie mówi, żeby nie chwalić dnia przed zachodem słońca, a książki przed dotarciem do ostatniego zdania i ostatniej kropki. Ja Monsa Kallentofta pochwaliłem, wyraz swego uwielbienia na portalu społecznościowym dałem, a teraz, po skończeniu „Wodnych aniołów”, na recenzję pełną zachwytów i superlatyw ochoty nie mam, w ogóle znowu czuję się oszukany, wpuszczony w skandynawski kanał z kryminałami. Po raz kolejny, dodam.


Nigdy nie rozumiałem fenomenu Stiega Larssona i jego „Millennium", a część jego ogromnego sukcesu zrzucałem zawsze na ten nieszczęsny zawał serca, który pozbawił Larssona nie tylko możliwość korzystania z owoców sukcesu, ale i życia. A przeczytałem tę trylogię dwa razy, żeby wszystko zrozumieć, niczego, broń Boże, nie przegapić, temat pogłębiłem setką artykułów, wszelkich możliwych analiz, nie wspominając o recenzjach, i nawet książkę wieloletniej partnerki Larssona, Evy Gabrielsson, przeczytałem. I nic. Nadal nie rozumiem, i już chyba w tej niewiedzy umrę. Dużo bardziej cenię sobie Trylogię Leifa GW Perssona, a jedyny zarzut jaki mogę jej postawić to zupełnie niepotrzebny drugi tom, który już z racji mniejszej niż dwa pozostałe objętości, wygląda jakby był dopisany przypadkiem, na specjalne życzenie wydawcy, który marzył o nowej trylogii rodem ze Szwecji.

poniedziałek, 10 lutego 2014

Bez ograniczeń - Chrissie Wellington - recenzja


W triatlonie można się zakochać, od pierwszego wejrzenia i na całe życie, wystarczy obejrzeć kawałek relacji z mistrzostw świata na dystansie Ironman rozgrywanych na Hawajach, żeby wpaść po uszy jak nastolatka w piątej klasie, która obiecuje koledze, że zostanie jego żoną.
Myślałem, że przelecę przez „Bez ograniczeń” niczym Chrissie Wellington przez swój pierwszy maraton, w 3 godziny i 8 minut, kto choć trochę w życiu przebiegł, ten wie jak szybko musiała biec. Tymczasem męczyłem się, jakbym biegł z grupą maratończyków amatorów, która będzie walczyć o zmieszczenie się w limicie czasu. Lektura zajęła mi ponad tydzień, już po 70 stronach umęczony byłem jakbym przy okazji w dwóch Ironmanach wystartował, przypominam: 3,8 km pływania, 180 km na rowerze plus maraton.

sobota, 1 lutego 2014

Cytaty - Ciemność widoma. Esej o depresji - William Styron


Jeszcze bardziej niż z powodu bólu dusza cierpi przytłoczona poczuciem rozpaczliwej beznadziei.

(...) mój mózg, teraz już bez reszty podlegał władzy szalejących bezkarnie hormonów, był nie tyle organem służącym do myślenia, ile instrumentem rejestrującym, minuta po minucie, zmieniający się nieustannie poziom swojego cierpienia.

Do klasycznych symptomów depresji należy utrata wiary w siebie oraz obniżona samoocena - tak więc straciłem niemal zupełnie poczucie własnego ja, a wraz z nim wszelką wiarę we własne siły. Taki stan może szybko przerodzić się w poczucie całkowitej zależności od innych, a to w dziecięcy lęk. Człowieka ogarnia paniczny strach przed utratą rzeczy i ludzi, zwłaszcza bliskich i drogich. Pojawia się gwałtowny lęk przed opuszczeniem i samotnością. Kiedy choćby przez chwilę zdarzało mi się być w domu samemu, natychmiast ogarniało mnie obezwładniające przerażenie i trwoga.

Poczucie straty i opuszczenia we wszelkich jego przejawach jest głównym probierzem depresji - zarówno jej rozwoju, jak i, najprawdopodobniej, źródła.

czwartek, 30 stycznia 2014

Wyścig tajemnic - Tyler Hamilton, Daniel Coyle - recenzja


Muszę się przyznać, że ostatnio przeniosłem trzy książki Lance’a Armstronga z reprezentacyjnego miejsca na półce z ulubionymi lekturami, w nieco bardziej ustronne miejsce. Choć nie miało to wielkiego znaczenia, bo gdybym był chandlerowskim bohaterem to mógłbym powiedzieć o sobie, że nie odwiedzają mnie tłumy. I muszę również przyznać, że nie tylko kibicowałem Lance’owi Armstrongowi, ale byłem jednym z tych, których można nazwać Wyznawcami. Wyznawcami Bossa z Austin, który pokonawszy śmiertelną chorobę, wrócił do zawodowego kolarstwa i siedem razy, jak lubił mawiać, skopał tyłek całemu światu, wygrywając Tour de France.

I pamiętam ten dzień, mniej więcej rok temu, kiedy wstałem rano i zacząłem czytać w internetowych portalach streszczenie wywiadu Armstronga jakiego udzielił Oprah Winfrey. I nadal nie wierzyłem. Dopiero, kiedy na własne oczy zobaczyłem i usłyszałem, jak sześciokrotnie odpowiada „Tak” na pytania Oprah o doping i o to, że wszystkie jego zwycięstwa w najsłynniejszym z Tourów to, rzecz upraszczając, jedna wielka ściema, wtedy uwierzyłem. I skoro już tak mi dobrze idzie w kwestii wyznań, to dodam, że jeszcze w momencie zadawania przez prowadzącą tychże pytań, wierzyłem, że Armstrong zaprzeczy, może nawet udowodni swoją niewinność, a przynajmniej w jakiś sposób okaże się, że to wszystko, co wyczytałem w internecie, co znałem wcześniej z raportu USADA, jest wielkim spiskiem skierowanym przeciwko mojemu idolowi.

 
stat4u
 
Blogger Templates